Kierowca cykliście wilkiem!

0
_tatami_rower

Rozpoczyna się Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu. Kampania, która ma zachęcać do wyboru ekologicznych środków transportu – roweru, komunikacji miejskiej, car-poolingu (przejazdów zbiorowych prywatnymi samochodami). 

Ważna i potrzebna akcja. Pytanie czy skuteczna, biorąc pod uwagę warunki jakie mamy? Prawie każdy kierowca samochodu, z którym rozmawiałam twierdzi, że do komunikacji miejskiej się nie przesiądzie. Prawie każdy podaje podobne przyczyny: bo za wolno, bo tłoczno, bo śmierdzi, bo za gorąco, za zimno, niewygodnie itd. Piechotą do pracy za daleko i nie ma tyle czasu. A na rowerze? Na rowerze się spocę, muszę się elegancko ubrać, nie mam kondycji, a przede wszystkim nie mam ścieżki rowerowej!

Niestety smutna to prawda i świetnie rozumiem lęki osób, które musiałyby w drodze do pracy przebyć część drogi ulicą. Kiedy nie ma ścieżek rowerowych rowerzysta nie ma się gdzie podziać. Na drogach to nadal persona non grata, zawalidroga, obiekt, który trzeba jak najszybciej wyprzedzić, najchętniej bez zmiany pasa aby nie utracić cennych 20 sekund na oczekiwanie kiedy będzie można ów pas zmienić. Przejechać obok, jak najbliżej, by rowerzysta poczuł podmuch wiatru i swoje miejsce w szeregu. Na chodniku –  wiadomo, wolno jeździć, ale na specjalnych zasadach, poza tym jedzie się wolno i niewygodnie.

Ostatnio pojawiło się sporo artykułów potępiających bezkarnych rowerzystów – terrorystów. Ja również nie raz krytykowałam rowerzystów za brak wyobraźni, za szybką jazdę po chodnikach, nieznajomość przepisów ruchu drogowego ale dzisiaj „wstawiam się” za rozsądnymi cyklistami. Za osobami, które tak jak ja znają przepisy i jeżdżą od lat na rowerach miejskich czy szosowych.

„.. nie rozumiecie, że przeszkadzacie innym na drogach?” – jeden z  komentarzy, który przeczytałam niedawno pod dyskusją o rowerzystach. Przeszkadzamy, nawet wtedy kiedy jedziemy zgodnie z przepisami. Bo przepisy można różnie zinterpretować – np. ten o odległości jaką rowerzysta powinien zachować od krawędzi drogi/krawężnika. Na ten temat kierowcy mają najwięcej do powiedzenia, tutaj jest najwięcej pretensji, zdarzają się awantury, a nawet rękoczyny.

Wg. przepisów – „Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni”. Biorąc pod uwagę, że na jezdni liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo i prawo drogowe zostało po to stworzone, słowo „możliwie” nabiera istotnego znaczenia.

Na pytanie „czemu jeździcie środkiem drogi?” odpowiem tak – dla rowerzysty bezpieczna odległość od krawędzi jezdni to ok 1 m. Dla kierowcy również najlepiej kiedy rowerzysta zachowa taką odległość. Dlaczego? Ponieważ jest wtedy dobrze widoczny, ma miejsce na manewry, może jechać w linii prostej, omijać nierówności, koleiny, studzienki ściekowe, kałuże, zaparkowane samochody. Może zareagować w razie pojawienia się na drodze nieoczekiwanego obiektu, ma miejsce na wykonanie manewru bez wpadania na krawężnik co łatwo może się skończyć upadkiem na środek drogi. Jeżeli jezdnia jest wąska (w mieście jest takich sporo, szczególnie w Krakowie) i pas ma 2-2.5 metra to owszem jesteśmy prawie na środku.

Czy to rzeczywiście jest tak trudne do zrozumienia, że przytulenie się do krawężnika nie jest bezpieczne ani dla rowerzysty ani dla kierowcy? Czy oddalenie się od rowerzysty na bezpieczną odległość 1.5 m tak bardzo komplikuje kierowcy prowadzenie samochodu? Zarówno jeżdżąc na szosie poza miastem jak i w mieście ciągle doświadczam, że owszem, komplikuje. Co jakiś czas sprawdzam jak się jeździ na nieco „szybszych” ulicach (mam na myśli ulice gdzie dozwolona prędkość wynosi 50 km/h, nie osiedlowe, spokojniejsze drogi), np. na wąskiej ul. Kobierzyńskiej w Krakowie. Ciągle to samo, co 3 samochód mija mnie zbyt blisko, za każdym razem znajdzie się również przynajmniej jedna osoba, która doprowadzi mnie do stanu przedzawałowego dosłownie przytulając się do mojej nogi. Sporo kierowców również przekracza prędkość i jedzie w mieście ok 60-70 km/h co znacząco przyczynia się do zwiększenia ciśnienia u rowerzysty.

Częstym zarzutem wobec rowerzystów jest brak znajomości przepisów. Zgadzam się absolutnie, rowerzysta, który jedzie ulicą musi znać przepisy. Tylko, że to działa w obie strony. Kierowcy, wymagacie od rowerzystów znajomości zasad ruchu drogowego (całkowicie słusznie) to sami również przestrzegajcie prawa. Wielu kierowców nadal nie traktuje rowerzysty jako pełnoprawnego uczestnika ruchu, ani w mieście ani poza nim. Nadal panuje prawo silniejszego, większego.

Wiele razy spotkałam się z takim argumentem – Nie podoba ci się zachowanie kierowców, boisz się jeździć po drogach? To przestań jeździć na rowerze! Czy rowerzyści powinni odpowiedzieć – masz problem ze zmianą pasa, nie chcesz użyć kierunkowskazu, zredukować biegu, stresuje cię to? To przestań jeździć samochodem. I tak debaty i licytacje nad przewinieniami rowerzystów i kierowców trwają od lat. Przerzucamy się argumentami kto i dlaczego jest bardziej winny, czyje jest „mojsze”.

Rozwiązania problemów nie będzie dopóki nie zaczniemy myśleć o innych, szanować się wzajemnie. Dopóki nie skończy się – JA, pępek świata. Dla mnie, moje, o mnie. Dopóki do każdego nie dotrze, że wszyscy mamy takie samo prawo do korzystania z infrastruktury – dróg, ścieżek rowerowych i chodników i że sprawa miasta, w którym da się oddychać, bez korków i paskudnie zastawionych ulicach to nasza wspólna sprawa.

_tatami_rower

Szosą przed Podlasie

Szosą przed Podlasie

2014-08-08 19.15.39-3

 

 

 

Autorka

Ania

Ania, niepoprawna marzycielka i niestrudzona tropicielka rzeczy ładnych, prawdziwych, z duszą. Podróżuje (we dwoje), fotografuje, śmiga na dwóch kółkach, gotuje curry na 1000 sposobów. Trochę pisze, ale przede wszystkim kocha czytać książki.

A to czytałaś?

slackline-tatami

Trening szóstego zmysłu – slackline

Ostatnio do naszego standardowego wyposażania piknikowego, którym jest kocyk, jedzenie+picie, książka, freesbe i badminton dodaliśmy slackline – taśmę z tworzywa sztucznego, szeroką na 2.5 cm, ...