9 pomysłów na aktywne lato w Austrii

10
"Polne" drogi w Ramsau
Spread the love

Kilka lat temu miałam ogromną przyjemność poznać Austrię w lecie, a nie jak zwykle, w zimie, na nartach, pod pierzynką śniegu. I wiecie co? Teraz wydaje mi się, że ten kraj jest latem bardziej atrakcyjny niż zimą! To istny raj dla osób aktywnych, dla wielbicieli sportów wszelakich, dla piechurów, wspinaczy, maniaków rowerowych i zwolenników sportów wodnych. Do tego raj świetnie zagospodarowany, zorganizowany, czysty, ekologiczny, bajecznie piękny!

Towarzyszem wielkich, austriackich wakacji był Piotr Trybalski czyli fotografwpodrozy.pl, który jest autorem zdjęć :)

1. Pojedź nad  Millstätter See

Wędrówki, rower, sporty wodne? Do wyboru do koloru, nad drugim co do wielkości jeziorem Karyntii mogłabym spędzić dwa tygodnie. Atmosfera nieco jak na wybrzeżu Adriatyku, a nie górskim landzie Austrii. Bynajmniej nie dlatego, że całe dnie lżeliśmy na plaży (chociaż można, są tu piękne, czyste, piaszczyste plaże!). Miejsce ma specyficzny klimat, łagodny, przyjazny, nieco leniwy, ludzie jacyś tacy wyluzowani.

Wokół jeziora biegnie Millstätter See Alpine Trail - 200 km szlak górski, poprowadzony najbardziej malowniczymi wierzchowinami, szczytami i grzbietami gór otaczających jezioro. Trasę podzielono na osiem sekcji i zaprojektowano tak, żeby prowadziła od jednego schroniska (hütte) i zajęła ok. 2 tygodni marszu. Każdy z odcinków można przejść zarówno w jednym ciągu jak i etapami, te odznaczają się różną trudnością, tak, że każdy może wybrać sobie trasę dla siebie. Nie ma też problemu z wyborem tras do wędrowania z dziećmi, stąd niektóre odcinki mają prawdziwie rodzinny charakter.

Dookoła jeziora biegnie trasa rowerowa o długości ok. 28 km, częściowo po asfaltowych ścieżkach rowerowych, częściowo pofałdowanym terenem południowego brzegu. Najlepsi pokonują tę trasę w ok. 2 godziny, dla przeciętnego rowerzysty, który ma ochotę i zatrzymać się i zrobić zdjęcie i chwilę odpocząć – wydłuża się do 4 godzin.

Pobliskie rzeki świetnie nadają się do kajaków, są wymagające i dość urozmaicone, a co najważniejsze – jest u sporo miejsca, tuż obok rzeki, żeby pozostawić samochód, wypakować sprzęt i rzucić na wodę.

Jezioro oferuje liczne plaże, a raczej pięknie zagospodarowane tereny połączone z campingami i kawiarniami. Znajdziecie tu centra nurkowe, szkoły windsurfingu, sprzęt dla wakeboarderów i wypożyczalnie różnych jednostek pływających.

Warto odwiedzić niesamowite Museum für Volkskultur w Spittal, w którym znajdziecie wielką panoramę Karyntii wykonaną ze zdjęcia satelitarnego w skali 1:10 000. Mapa jest przyklejona do podłogi, obserwuję się ją z balkonu lub spacerując bezpośrednio po zdjęciu w lodenowych papciach – najwyższe szczyty, jeziora, miasta, doliny na wyciagnięcie ręki. W wybranych miejscach, ze specjalnej, zawieszonej nad mapą tubki można było posłuchać komentarza lektora.

Sagamundo – „saga” pochodzi od sag, czyli opowieści. „Mundo” – od ziemi (świata). Sagamundo to miejsce, gdzie można poznać legendy i baśnie z regionu Alp i Adriatyku, na dodatek dowiedzieć się jaka był ich geneza. Jednak miejsce ani odrobinę nie przypomina Biblioteki Jagiellońskiej. Pełne jest instalacji, rzeźb, dziwnych zakamarków, w których odtwarzane są obrazy i dźwięki. Nie można nazwać tego ani muzeum ani wystawą.

Sprawdź noclegi www.airbnb.pl i www.booking.com 

2. Wybierz się do Parku Narodowego Wysokich Taurów

Coś dla miłośników przyrody, Park Narodowy Wysokie Taury to największy rezerwat w Alpach i najstarszy park narodowy w całej Austrii. Mnóstwo szlaków, zwykłych i tematycznych np. pierwsza w Europie ścieżka edukacyjna poświęcona wodzie (Wasserlehrpfad).

My wybraliśmy trekking na szczyt Larmkogel. Górską taksówką dotarliśmy do końca rozległej, malowniczej doliny. W potokach deszczu wspięliśmy się do schroniska Neue Further Hütte, dwie godziny marszu, ok. 6 kilometrów, 600 metrów w górę.

Po drodze zatrzymywałam się kilka razy aby podziwiać Czarne Salamandry Alpejskie, które wielkością i kształtem przypominają nasze, plamiste. Te urocze, czarne gady żyją na sporych wysokościach, aż do 2500 m. n.p. Wychodzą na kamieniste, piesze ścieżki tylko wtedy kiedy jest mokro, uwielbiają wilgoć i nie boją się człowieka. Jak widzicie na zdjęciach są bardzo spokojne, można je wziąć na ręce (trzeba uważać żeby nie spadły, bardzo szybko się przemieszczają). Kiedy nie pada, chowają się pomiędzy skałami i trudno je zobaczyć, aktywne są głównie w nocy.

W schronisku powitał nas właściciel, wypisz wymaluj himalaista z lat osiemdziesiątych: kolorowy polar, broda, nieco dłuższe włosy – gdyby go wstawić pośród naszych wielkich z tamtych czasów, nikt by się nie zorientował, że to człowiek „w wersji” z 2011 roku! Zrzuciliśmy mokre plecaki i kurtki, buty zostawiliśmy w suszarni, zjedliśmy gorącą zupę. Na szczyt niestety nie doszliśmy, pogoda nam nie pozwoliła, przeszliśmy jeszcze tylko kawałek aby zobaczyć największe naturalne jezioro w Wysokich Taurach, Kratzenbergsee.

Po mokrej wycieczce odwiedziliśmy Nationalparkzentrum Hohe Tauern – coś jakby visitor center parku. To największa atrakcja miasta i jedna z ważniejszych w całym regionie. Pozwala w prosty i przyjemny sposób zapoznać się z historią powstania, naturą i bogactwem Wysokich Taurów, największego obszaru chronionego w Europie. Interaktywne wystawy, multimedialne projekcje, niemalże „żywe” ekspozycje, znakomite filmy w 2 i 3D prezentują proces powstawania Alp, ich ochronę, zmiany klimatyczne, najpiękniejsze doliny i najwyższe szczyty, dobra naturalne i zwierzęta. Priorytetem jest nauka poprzez dobrą zabawę. Dlatego centrum bardzo chętnie odwiedzają dzieci w różnym wieku. Ciekawi świata dorośli również będą zachwyceni, spędzając tu kilka godzin.

Sprawdź noclegi www.airbnb.pl i www.booking.com 

3. Zaglądnij na narty na Hintertux i do serca lodowca

Narty w lecie? Da się zrobić na jedynym całorocznym terenie narciarskim w Austrii czyli na lodowcu Hintertux. Zresztą nie tylko trasy zjazdowe są tutaj atrakcją, sam wjazd kolejką gondolową na lodowiec robi duże wrażenie. Podobnie jak widok z tarasu widokowego ze szklaną platformą na wysokości 3.250 m. Po nartach proponuję wycieczkę do Natur Eis Palas czyli jaskini lodowej gdzie można podziwiać fascynujące lodowe stalaktyty, zamarznięte jezioro i wodospady, przejść przez lodową szczelinę.

Teren lodowca jest też świetnym miejscem dla dzieciaków, są tu dwa parki rozrywki – Gletscherflohpark, najwyżej położony “plac zabaw” w Europie i Flohpark am Sommerberg położony nieco niżej, tuż przy restauracji ze ścianką wspinaczkową, gigantyczna zjeżdżalnią, gokartami i mnóstwem innych atrakcji.

Sprawdź noclegi www.airbnb.pl i www.booking.com 

4. Wybierz się na trekking w Dolinie Montafon

Atrakcyjny teren narciarski w Dolinie Montafon, w Vorarlbergu, latem zamienia się w raj dla wędrowców. Można tu chodzić przez cały miesiąc i nie powtórzyć trasy. Do wyboru odcinki krótkie na kilka godzin, na cały dzień lub długie wyprawy z nocowaniem w górskich schroniskach, sprawdźcie tutaj.

Jeżeli wybieracie się na dłuższą wyprawę, nie macie dużego doświadczenia w górach warto wynająć przewodnika. Poza pokazaniem drogi, popędzaniem kiedy zmienia się pogoda (jak w naszym przypadku, mieliśmy załamanie pogody, nasz przewodnik wiedział dokładnie gdzie i kiedy powinniśmy się znaleźć aby uniknąć problemów) dowiecie się wielu ciekawych rzeczy, o faunie i florze regionu, gdzie warto pójść, gdzie wyjdą najpiękniejsze zdjęcia itd.

W Dolinie Montafon zaplanowaliśmy nieco ambitniejszy, dwu dniowy treking z noclegiem, do schroniska Tilisunahütte na wysokości 2271 m n.p.m. Wyszło nam po ok 20 km każdego dnia, pierwszego dnia do podejścia w górę prawie jeden kilometr. W schronisku dostaliśmy przyzwoity, malutki pokoik, zjedliśmy kolację, napiliśmy się pysznego piwa, porozmawialiśmy z naszym przewodnikiem. Gdyby nie pogoda wyszlibyśmy na godzinę obejrzeć uroczą okolice,  schronisko położone jest tuz koło jeziora.

Jeżeli wybieracie się w Austrii na treking z noclegiem w schronisku zróbcie wcześniej rezerwację. Tutaj sporo osób chodzi, a liczba miejsc jest ograniczona, chociaż schroniska są znacznie większe niż w Polsce.

Sprawdź noclegi www.airbnb.pl www.booking.com 

5. Odwiedź nieznany w Polsce Mostviertel

Jeden z najmniej znanych regionów Austrii okazał się dla nas czarnym koniem. Nazwę zawdzięcza lokalnej specjalność, lekkiemu, jabłkowemu cydrowi, „most” – czyli moszcz, sok z wyciśniętych owoców, zaś „viertel” to kwartał, dzielnica.  Baliśmy się, że będzie nudno, a tu atrakcji co nie miara!

Po pierwsze wycieczka szlakiem zabytkowych kuźni, tzw. „Schmiedemeile”, co można przetłumaczyć jako „mila z kuźniami”. W tym regionie, w czasach żelaznego prosperity funkcjonowało aż 28 kuźni. Ybbsitz było wówczas centrum kowalstwa. A wszystko za sprawą góry Erzberg, leżącej w północnej Styrii, z której już w XII wieku wydobywano rudę żelaza. W XV wieku z rejonu Ybbsitz transportowano tam jedzenie dla robotników i węgiel drzewny do wytopu żelaza zaś importowano tysiące ton czystego żelaza, które potem przekuwano w lokalnych kuźniach na wyroby użytkowe. Tak w ogromnym skrócie wyglądają korzenie żelaznego interesu, który mimo najazdów tureckich w XVI i plądrowania regionu przez wojska Napoleona w XIX wieku jakoś się trzymał. Za czasów Małego Kaprala w regionie działało 20 kuźni, pracowało 86 mistrzów kowalskich i rzesze pomocników.

Po drugie wędrówki. Region jest wyżynny, porównując do Voralbergu czy Tyrolu mamy łagodne pagórki. Bardzo piękne pagórki, spacerowanie tutaj jest mniej wymagające, trasy są krótsze. My wybraliśmy trekking na szczyt pięknej góry Ötscher 1893 m „góry – ojca”. Krótki wariant podejścia z wioski Lackenhof  zajmuje 1.5 h w jedną stronę, dłuższy południowo – zachodnią granią ok. 4 godziny. Ponieważ nie działały tego dnia wyciągi na miejsce rozpoczęcia naszego trekingu podwiózł nas traktor :)

Po trzecie „Eisenstraße” – trasa turystyczna, biegnącej śladami kowalstwa, wydobycia i przetwórstwa żelaza w regionie Mostviertel. Kowalstwo stało się dla regionu jedną z najważniejszych gałęzi turystyki. Każdego roku odbywają się tu wielkie imprezy kowalskie, zjeżdżają kowale z całej Europy, a nawet Japonii. Ci ostatni na wykuwaniu ze stali znają się całkiem dobrze. Każdy może się tutaj zapisać na warsztaty kowalstwa artystycznego i z tego co mówi Helmut wynika, że to całkiem popularne zajęcie. Zwłaszcza wśród kobiet, bo kuje się tu nie tylko mosty ale i elementy ozdobne, naczynia, a także biżuterię.

Po czwarte FeRRUM – muzeum żelaza, hutnictwa i wszystkiego co z nim związane. Spora ekspozycja jest przygotowana w taki sposób, żeby zwiedzanie nie znudziło się zarówno dorosłym jak i dzieciakom – jest co robić. Można się dowiedzieć m.in. jak powstają rudy żelaza oraz jak w dawnych wiekach kuto świetne miecze dla dzielnych rycerzy. Nasz przewodnik, Helmut zaprosił nas do kawiarni na lampkę lokalnego cydru.

Po piąte Monastyr w Gaming, piękny, świetnie odrestaurowany zespół klasztorny, którego zwiedzanie zajmuje ok 45 min. Po zwiedzaniu mnisi zapraszają na obiad (jest tu bardzo dobra restauracja i hotel) i na lokalny, warzony na miejscu browar „Kartausenbräu”! Za jedyne 4 euro można spróbować wszystkich trzech gatunków piwa – jasnego, ciemnego i pszenicznego. Nie mogłam się zdecydować, które najlepsze.

Sprawdź noclegi www.airbnb.pl i www.booking.com 

6. Jedź na rowery do Styrii 

Dziesiątki dróg i dróżek, biegnących malowniczymi miejscami, wzdłuż potoków, licznych jezior, winnic, w poprzek otwartych pól, co chwile serwujących ładny widok zachęcają do jazdy. W zasadzie nie ma potrzeby skręcania na asfalt, a jeśli już to na równie niewielkie, lokalne, asfaltowe drogi. Trasy o różnym stopniu trudności, z przewagą łatwych. Zresztą nie ma to znaczenia jeżeli wypożyczycie sobie rower elektryczny!

Tzw. e-bike czyli rower z napędem elektrycznym z czterema “biegami”- eco, standard, high i no assistance to genialny pomysł. Można jeździć cały dzień i robić spore podjazdy bez konieczności ostrego trenowania przed wyjazdem. Z rowerów elektrycznych często korzystają osoby starsze, lub rodziny z dziećmi, które tym sposobem są w stanie dotrzymać kroku rodzicom. Niektórzy jadą na eco a inni na high, można też w ogóle nie używać “dopalacza”.

W okolicach uroczego miasteczka Ramsau, gdzie spaliśmy jest mnóstwo ciekawych miejsc. Naszymi e-maszynami pojechaliśmy między innymi do fabryki tkanin z lodenu (owczej wełny) Lodenwalke, która działa od 1434 roku. Do wąwozu Silberkarklamm gdzie zrobiliśmy krótki treking do schroniska Silberkarhütte i na koniec wjechaliśmy na całkiem spora górkę Rittisberg – lokalnej oazy rozrywki na świeżym powietrzu. Na miejscu jest niewielkie jeziorko, park linowy, boisko do piłki plażowej, wielkie trampoliny, tor dla motorów elektrycznych, rollercoster – letni tor saneczkowy i szlak do wędrówki na bosaka, który wypróbowałam.

Będąc w tym regionie warto również wybrać się na trekking po lodowcu Dachstein. Spacer do niewielkiego schroniska – jednego z najlepszych punktów obserwacyjnych – Seethaler Hütte – Dachsteinwarte, położonego na wysokości 2740 m. n.p.m. zajmuje ok godziny. Powierzchnia lodowcowego płaskowyżu to prawdziwy raj dla trekkersów, wspinaczy, narciarzy, snowboardzistów, paraglajciarzy i miłośników narciarstwa biegowego.

Sprawdź noclegi www.airbnb.pl i www.booking.com 

7. Jedź podglądać świstaki w Filzmoos

Filzmoos, w Salzburgu to jedno z piękniej (jak nie najpiękniej) położonych miasteczek, które odwiedzamy w czasie naszej wyprawy. Leży u stóp masywu Dachstein z widokiem na przepiękną górę – Bischofsmütze (jej kształt wykorzystano w logo Filzmoos), składająca się z dwóch wierzchołków, gdzie największy mierzy 2458 m n.p.m. Miasteczko jest bardzo zwarte, ma malusieńkie centrum z oryginalna fontanną, wszędzie stąd blisko, czuć klimat prawdziwej, górskiej miejscówki.

Tras wędrownych, jak to w Austrii, jest mnóstwo, wszystkie biegną od schroniska do schroniska. Jedna z nich, w Bachlalm, kryje niespodziankę – świstakowe wzgórze, gdzie na wolności, zupełnie nie kontrolowana żyje spora rodzinka oswojonych świstaków. Przyzwyczajone do dokarmiania stworzenia pojawiają się nagle, podbiegają, węszą, niektóre wskakują na kolana! Karmić można tylko orzeszkami i marchewkami, nakaz jest ściśle przestrzegany. Wyobrażacie sobie jaki ubaw mają tutaj dzieci? Zresztą nie tylko, ja byłam w siódmym niebie. W naturze niełatwo wypatrzeć świstaka, jeszcze trudniej zobaczyć go z bliska, a podejście na kilka metrów jest prawie niemożliwe (no może jeżeli będziecie siedzieć tuż koło norki 20 minut zupełnie się nie ruszając i nie wydając żadnych dźwięków).

Kilka ciekawostek na temat świstaków- nie piją wody, wilgoć pobierają z roślin – głównie korzonków, które chętnie podgryzają. Dlatego nigdy nie wolno karmić świstaków np. czekoladą, bo ta ma bardzo mało wody i świstaki muszą wcinać dalej by trochę jej zyskać. A jak wcinają to tyją, jak tyją to chorują. I dlatego zawijają w sreberka ;)

Nasza trasa kończyła się w górskim gospodarstwie z restauracją – Weitenhaus Noesslau-alm. Najedliśmy się tutaj lokalnych specjałów, wędlin, sera i chleba, wszystko produkowane na miejscu.

Sprawdź noclegi www.airbnb.pl www.booking.com 

 

8. Odważ się przejść via ferratę w dolinie Gastein

Ja się odważyłam :) Łatwo nie było, przyznaję, mieliśmy bardzo trudne warunki, mokro, ślisko i zimno. Via ferrata to ubezpieczona droga górska, wyposażona w stalowe liny, haki, stopnie, drabiny i mosty. Nasz przewodnik twierdził, że wybrał nam trasę dla początkujących,”nawet dla dzieci”. Po wszystkim śmieliśmy się, że chyba austriackich dzieci, które zaczęły się wspinać w wieku 3 lat.

Dostaliśmy kaski, rękawiczki, uprząż wspinaczkową i lonżę. Jakoś poszło, emocji było sporo, przygoda niesamowita. Ja mam niewielki lęk wysokości, lub jak to mówi Piotr “nie jestem z wysokością obyta”. Jakoś udało mi się przejść małpi most, ledwo przetrwałam wąziutką grań i stanęłam na szczycie Mauskarspitze (2373 m n.p.m) na trzęsących się nogach. W sumie ok 130 m do góry, pierwsze 20 m jest najgorsze. Bez pomocy przewodnika oczywiście by się nie obyło. Jeżeli nie macie doświadczenia to polecamy wynająć doświadczonego wspinacza, który wszystko wyjaśni, ubezpiecza i w razie czego lekko podciągnie.

Nocowaliśmy w miasteczku Dorfgastein, idelnym miejscu dla miłośników wędrówek górskich i rowerów. Dolina Gastein to w rzeczywistości trzy miejscowości: Bad Gastein (dostojne, z górnej półki – także dla miłośników życia nocnego) Bad Hofgastein (miasto SPA – jeśli lubicie gorące źródła – koniecznie zatrzymajcie się tutaj) i “nasze Dorfgastein.

Sprawdź noclegi www.airbnb.pl i www.booking.com 

9. Spędzi aktywnie czas w Innsbrucku 

Co do tego, że Innsbruck to miasto numer jeden w Austrii jesteśmy absolutnie zgodni. Trudno znaleźć inne gdzie można w taki sposób połączyć zwiedzanie zabytków, muzeów i knajp z właściwie każdą aktywnością fizyczną- wycieczkami  pieszymi, rowerowymi, wspinaczką, pływaniem, golfem, jazdą konną, tenisem itd. Nie wspominając o położeniu, które zapiera dech, góry dookoła sięgają ponad 2500 m n.p.m.

Innsbruck przebił się do czołówki moich ulubionych miejsc również dlatego, że jest to miasto rowerów. Mało samochodów, mnóstwo ścieżek rowerowych, pasów dla rowerów, wszędzie stojaki, dużo wypożyczalni i serwisów. Prawie każdy jeździ na rowerze, ludzie w eleganckich ciuchach na rowerach miejskich to o poranku normalny widok. Poza tym w górach wytyczono mnóstwo tras dla rowerów, po droga szutrowych i asfaltowych.

Lubicie wodę? Innsbruck oferuje również kilkanaście kąpielisk, basenów krytych i czystych jezior w samym mieście, na obrzeżach czy zaledwie 20 km dalej. O trasach wędrownych czy wspinaczkowych nie wspomnę, wybór jest przeogromny, zajrzyjcie na stronę innbruck.info

Będąc w Innsbrucku kilka dni warto zaopatrzyć się w Innsbruck Cardktóra oferuje sporo bezpłatnych usług i zniżek np. na wejścia do muzeów, transport miejski, wypożyczenie roweru czy kolejki górskie.

Sprawdź noclegi www.airbnb.pl i www.booking.com 

Autorka

Ania

Ania, niepoprawna marzycielka i niestrudzona tropicielka rzeczy ładnych, prawdziwych, z duszą. Podróżuje (we dwoje), fotografuje, śmiga na dwóch kółkach, gotuje curry na 1000 sposobów. Trochę pisze, ale przede wszystkim kocha czytać książki.

  • Cromania_pl

    Jak zwykle ciekawe pomysły i świetne zdjęcia :) Monastyr w Gaming i degustacja piw :) Brzmi zachęcająco :)

    • Dziękuję! Monastyr zrobił na nas duże wrażenie, piwka pyszne :)

  • Dokładnie czegoś takiego brakowało mi w polskim internecie. Dość często jeździmy do Wiednia i czasami chcielibyśmy dodatkowo gdzieś się wybrać na trekking. Zapisuję w ulubionych i wrócę we właściwym czasie :)

    • Z Wiednia najbliżej do Mostviertel :)

  • Świetnie, bardzo szczegółowo napisany tekst! Kilka lat temu byłam nad Milstaetersee, niedawno w Bad Gastein, ale w obu miejscach oczywiście zimą (no bo narty przecież…), a Austria taka piękna latem! To musiał być świetny wyjazd! No i zdjęcia oczywiście rewelacja :)

    • Wyjazd był super, niezapomniane 3 tygodnie na zawsze odczarowały “zimową Austrię” :)

  • moja ostatnia wizyta w Austrii miała miejsce 5 lat temu, podczas niej odwiedziłam Wiedeń, a że fanką sportów zimowych nie jestem, to jakoś z tym krajem jest mi nie po drodze. z drugiej strony, jak widzę u Ciebie tyle pomysłów na spędzenie tam czasu, to chyba skuszę się na spędzenie tam kilku dni! moimi osobistymi faworytami są świstaki i Sagamundo :)

    • No właśnie, Austria kojarzy się głównie ze sportami zimowymi, kto nie przepada raczej nie pojedzie. Tymczasem latem jest wspaniale, nie da się nudzić no i da się dojechać w jeden dzień :)

  • sekulada.com

    Brzmi świetnie! Zwłaszcza Innsbruck, który zawsze traktowałem po macoszemu a tu proszę!

    • Fantastyczne miasto! Polecam, będziesz zaskoczony :)

A to czytałaś?