Viva Cuba!

2
Spread the love

Kiedy myślę o Kubie słyszę muzykę. Odruch bezwarunkowy. Miłość od pierwszego usłyszenia. Album Buena Vista Social Club przesłuchałam 100 razy, nigdy nie zapomnę pierwszego wrażenia.

Od tamtej pory chciałam odwiedzić wyspę, na której rozbrzmiewa kubańska rumba, salsa i tradycyjne son. Przekonać się gdzie rodzą się i jak żyją tacy genialni muzycy jak Ibrahim Ferrer, Rubén González czy Omara Portuondo. Wiele lat później udało się zrealizować marzenie, a Kuba sprostała wyobrażeniom i to z nawiązką.

Większość ludzi kojarzy Kubę z turystyczną, plażową mekką w Varadero, turkusową wodą, białym piaskiem i drinkami z parasolką. Owszem kubańskie plaże są piękne, turkusowe laguny dokładnie takie jak na zdjęciach, a woda przejrzysta i ciepła niczym zupa. Ale powiem Wam, że to wcale nie plaże najbardziej zapadają w pamięć. Havana, Trinidad, dolina Viñales, maleńkie, senne Remedios. Wspaniała architektura, sztuka kolonialna, stare samochody od których trudno oderwać wzrok, kolory, muzyka, mohito… Długo można by tak wymieniać więc dzisiaj krótko, kilka słów o Havanie.

_PTR3625Podobno Havana, ulubione miasto Hemingwaya była najpiękniejszym miastem Ameryki Łacińskiej. I rzeczywiście chodząc uliczkami starej części miasta łatwo sobie to wyobrazić. Wystarczy przymknąć oczy na obdrapany tynk, nierówne chodniki, puste witryny i skupić się na detalach, kolorach, mieszkańcach, samochodach, na szczególnej energii jaką ma to miasto. Będąc na Kubie Havanę po prostu trzeba zobaczyć, najlepiej zarezerwować sobie kilka dni. Lista atrakcji jest długa, wymienię tylko kilka, zabytkowa dzielnica Habana Vieja, cmentarz Necrópolis Cristóbal Colón, zamek i twierdza Morro, Kapitol, Muzeum Rewolucji, fabryki cygar, Katedra Niepokalanego Poczęcia NMP, Melecon …

Na samym Meleconie (Avenida de Maceo) szerokiej, nadmorskiej promenadzie z falochronem można spędzić całe popołudnie. Niby nic specjalnego się nie dzieje, siedzi sobie człowiek, popija rum i podziwia. Co podziwia? Zwykłe życie, wszystko i nic. Obłędne, stare samochody, rybaków, kąpiące się dzieciaki, mieszkańców którzy wychodzą dyskutować, pospacerować, pobiegać, medytować. Wielu młodych przychodzi tu na randki aby w ciepłym świetle zachodzącego słońca patrzeć sobie głęboko w oczy. Często pojawiają się muzycy z gitarą aby za kilka groszy zaśpiewać turystom kubańskie pieśni. Bardzo lubię w taki sposób poznawać miasto, zdecydowanie bardziej niż biegać po muzeach. Chociaż przyznaję, że wizyty w Museo de la Revolución absolutnie nie żałuję! Zgromadzone tam absurdalne pamiątki po Fidelu i Che wprawiły nas w bardzo dobry nastrój :)

Havana i Trinidad to dobre miejsca do zrobienia zakupów. Ja zakochałam się w kubańskiej biżuterii, pomysłowo wykonanej z nasion, pestek i muszelek. Nabyłam kilka sztuk plus obowiązkowy słomkowy kapelusz typu panama. A potem odpoczywaliśmy sącząc wyjątkowo mocne mojito (proporcje są odwrócone, 3/4 szklanki rumu + odrobina wody) i słuchając kubańskiego son. Wracaliśmy późno w nocy nucąc Comandante Che Guevara.

Jeżeli nie macie czasu lub odwagi aby zorganizować sobie wyjazd samodzielnie polecam przyjaciół z La Compañía Cubana, a jeśli jesteście miłośnikami fotografii najlepsze warsztaty fotograficzne na Kubie organizuje Piotr Trybalski.

Autorka

Ania

Ania, niepoprawna marzycielka i niestrudzona tropicielka rzeczy ładnych, prawdziwych, z duszą. Podróżuje (we dwoje), fotografuje, śmiga na dwóch kółkach, gotuje curry na 1000 sposobów. Trochę pisze, ale przede wszystkim kocha czytać książki.

  • Kuba to dla mnie przełomowe miejsce, właśnie tam na dobre zakochałam się w fotografii. Fascynowało mnie wszystko: ludzie, casy, światło. Zachwyciły bezludne plaże i spokój. Nie mogłam się nacykać zdjęć – dosłownie. Od tamtej pory nie rozstaję się z aparatem :) dobrze wiedzieć, że inni mają tak samo, pozdrawiam.

    • Tak, Kuba to miejsce wyjątkowo wdzięczne do fotografowania. Życzę wielu pięknych podróży z aparatem w ręku :)

A to czytałaś?